Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą książka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 lutego 2026

Jeszcze więcej zimy:)

" Ziemia zamarzła głęboko i mróz zacisnął swoje żelazne dłonie na wodociągach i rurach kanalizacyjnych. Przewody grzewcze popękały i cokoły domów się pokruszyły. To tylko normalne odchylenie od przeciętnych temperatur, mówili meteorolodzy. Ale chodząc po lesie, Vaino widział, jak w objęciach mrozu łamią się drzewa. Ich kora darła się i nieosłonięte białe łyko tylko lśniło jak jelita w rozerwanym brzuchu. Kamienie pękały, całowane po gładkiej powierzchni przez zimno; zwierzęta umierały, kiedy mróz głaskał ich futro.(…) Ale kiedy wiosna powinna była nadejść , pojawiła się jedynie martwa kartka z kalendarza. Wypisane na czarno słowo nie wystarczył, by przegonić mróz. Ten zaś przyczepił się do ziemi, do obumarłych drzew i do skalnych szczelin swoimi długimi lodowatymi paznokciami. Kalendarz przywoływał słowo po słowie, coraz mocniej i goręcej, ale to nie pomagało. Aż wreszcie z tych słów zaczęło uchodzić ciepło i z kartki na kartkę stawały się coraz zimniejsze. Ich dysonans przemienił się w wyziębioną, zimową pieśń, po czym słaby głos przestał się wyróżniać spośród wietrznego chóru. Tego dnia, w którym Vaino pożegnał Aino, kalendarz zatrzymał się na zawsze."

Ten urywek tekstu pochodzi z opowiadania Juha-Pekka Koskinena "Zima" w przekładzie z fińskiego Doroty Kyntaja.


Dzisiaj nad ranem było -25, a przed nami noc z temperaturą do - 30. Potem już do wiosny krok:)




niedziela, 5 października 2025

niedziela, 4 czerwca 2023

Może opowiadają swoje sny...

Ilekroć widzę powoje, przychodzi mi na myśl bohater tej noweli. "Biały statek" to piękna i smutna książka o tym, co dobre i o tym, co najgorsze w człowieku. To książka z tych, o których nie da się zapomnieć, jeśli posiada się choć odrobinę ludzkiej wrażliwości.

"A powoje polne, chociaż także chwasty — to znów najmądrzejsze i najweselsze kwiaty. Najpiękniej ze wszystkich z rana witają słońce. Inne zielska nawet nie wiedzą, co to jest ranek, co wieczór, to dla nich obojętne. A powoje otwierają oczy, śmieją się,zaledwie słońce przygrzeje. Najpierw jedno oko, potem drugie, a potem jeden za drugim rozwijają się na powojach wszystkie wąsika. Białe, jasnoniebieskie, liliowe,-różne... Jeśli siedzi się koło nich cichutko, to robi wrażenie, że się obudziły i bezgłośnie coś do siebie szepczą. Wiedzą o tym nawet mrówki. Rano biegają po wąsikach, mrużą oczy przed słońcem i nasłuchują, o czym też kwiaty z sobą rozmawiają. Może opowiadają swoje sny?"  Ajtmatow Czingiz -Biały statek

wtorek, 10 stycznia 2023

Przeczytałam...

Jakiś czas temu siostrzenica poleciła mi książkę "12 życiowych  zasad" Jordana Petersona no i cieszę się, że nie wydałam na nią złotówek swojej z wszech stron marnej emerytury. Dawno, dawno temu nauczyłam się czytać ze zrozumieniem i owo zrozumienie nie pozwoliło na zachwyt. Już sam wstęp wzbudził moją nieufność. Osoba, która potrzebuje okleić ściany portretami Stalina, Hitlera, Lenina, aby pamiętać, że za ideologią idzie śmierć milionów, budzi we mnie niepokój. Ja nie potrzebuję wieszać na ścianie Bandery, by pamiętać o ludobójstwie na Kresach. Mamy na świecie nowych współczesnych nam dyktatorów i morderców, których też nie polecam do oklejania kuchni. Odniesienie się do tradycji, do chrześcijaństwa jako leku na zagubienie współczesnych pokoleń jest moim zdaniem bardzo naciągane, bo obie wojny światowe zostały wywołane przez narody chrześcijańskie wręcz uginające się od tradycji. Nawet stwierdzenie, że człowiek jest stworzony do cierpienia i powinien znaleźć w tym cierpieniu sens i siłę nijako się ma do autora, który od cierpienia uciekł w uzależnienie od psychotropów. Jak dla mnie za dużo celowej naiwności. Samo odnoszenie się do znanych filozofów i autorów, łatwość łączenia słów w zdania i piękna porywająca mowa nie czyni z dzieła arcydzieła. Możliwe, że nie jestem docelowym odbiorcą tej książki i są ludzie znajdujący w niej jeszcze nieodkryte dla siebie prawdy i porady.


sobota, 14 grudnia 2019

Jak to z nami jest?

Zero from Zealous Creative on Vimeo.

"(...) Niekiedy przejawy stosowanego w niewielkim zakresie wykluczenia ukrytego
mogą okazać się czynnikami niszczącymi psychikę lub prowadzącymi do wielu wewnętrznych
konfliktów, co w skutkach może być dla wykluczonego równie groźne,
jak formy wykluczenia otwarte i represyjne. Chodzi tu przede wszystkim o wykluczenie
wypływające z obyczajowości i utartych praktyk, które nie znalazły się w sporządzonym
wcześniej wyliczeniu z tego względu, że wykluczenie takie może oddziaływać
na każdym z wymienianych poziomów. Wykluczenie wypływające z obyczajowości
i utartych praktyk jest równoznaczne z kwestionowaniem odmienności i różnorodności
postaw. Obyczajowość i utarte praktyki często wiążą się z postawą traktującą kulturę
jako drugą naturę, a więc zakładającą, iż obyczajowość jest czymś naturalnym,
oczywistym, a jej zaprzeczanie wiąże się z łamaniem praw natury. Dlatego ludzie podważający
porządek obyczajowości są piętnowani najsilniej w tych społeczeństwach,
które utarte praktyki traktują jak świętość.
W ten sposób czyny i postawy nawet w najmniejszy sposób odbiegające od normy
mogą zostać potępione, a w konsekwencji człowiek może zostać uznany za złego czy
niemoralnego. Oburzenie społeczne, odwrócenie się czy niechęć do kontaktu z ludźmi
łamiącymi normy i obyczajowość, mogą izolować człowieka i czynić go/ją samotnym. (,,,)"
"Wykluczenia"
redakcja
Joanna Hańderek, Natalia Kućma

poniedziałek, 25 lutego 2019

Choroba jest nocną półkulą życia ...(Susan Sontag)




Całkiem dobrze napisana opowieść o historii choroby i ludziach którzy postanowili ją pokonać. Ja dowiedziałam się z niej o bardzo wielu faktach o których nie miałam zielonego pojęcia. Ot, choćby o tym "Potencjał leków białkowych znano od dawna, nim jednak pojawił się Genentech, nie bardzo wiedziano, jak je wytwarzać. Insulinę na przykład uzyskiwano, mieląc krowie i świńskie wnętrzności na papkę, z której następnie ekstrahowano białko – na pół kilograma insuliny trzeba było czterech ton zwierzęcych trzustek. Hormon wzrostu, wykorzystywany do leczenia jednej z postaci karłowatości, pochodził z przysadek usuniętych z tysięcy ludzkich zwłok.
Z ogromnych ilości ludzkiej krwi pozyskiwano zaś czynnik krzepnięcia, niezbędny dla osób cierpiących na schorzenia mogące powodować niekontrolowane krwotoki.
Rekombinowanie pozwoliło Genentechowi syntetyzować ludzkie białka od zera. Zamiast ekstrahować je ze DNA zwierzęcych i ludzkich narządów, wprowadzało się na przykład ludzki gen do komórek bakterii. Komórki takie odgrywały rolę bioreaktora, produkującego ogromne ilości pożądanego białka. Przełom gonił przełom; w roku 1982 Genentech dał światu pierwszą rekombinowaną ludzką insulinę; dwa lata później pojawił się czynnik krzepnięcia pozwalający kontrolować krwotoki u chorych na hemofilię, w roku 1985 dołączyła rekombinowana wersja hormonu wzrostu. Wszystko to dzięki inżynierskiej produkcji ludzkich białek w komórkach zwierzęcych i bakteryjnych."



"Pierwszy medyczny opis raka znaleziono na staroegipskim papirusie, datowanym mniej więcej na 2500 rok przed naszą erą: „Napęczniałe guzy w piersiach […], w dotyku są niczym ciasno zwinięte płócienne opatrunki”. Na temat leczenia starożytny skryba zapisał tylko: „Brak
Optymizmem te słowa nie zarażają.
I jeszcze trochę...
"(...) Przypadek ten uświadamia, że w poszukiwaniu nowych kancerogenów niezbędny jest metodologiczny rygor. Łatwo nastraszyć ludzi rakiem. Natomiast zidentyfikowanie prawdziwego kancerogenu, oszacowanie ryzyka i ograniczenie kontaktów z owym czynnikiem dzięki interwencji nauki i systemu prawnego – czyli dochowanie wierności dziedzictwu Percivalla Potta – to rzecz znacznie, znacznie trudniejsza.
„Rak w fin de siecle – pisał onkolog Harold Burstein – zakorzenił się we wspólnej przestrzeni dzielonej przez naukę i społeczeństwo”. Wiążą się z tym więc dwa wyzwania. Pierwsze,„biologiczne”, sprowadza się do „ujarzmienia fenomenalnego rozwoju wiedzy naukowej […] w celu pokonania tej potwornej, starodawnej choroby”. „Wyzwanie społeczne” jest jednak równie poważne: musimy zmusić się do zmiany swoich zwyczajów, rytuałów i zachowań. Nie chodzi tu niestety o zwyczaje czy zachowania znajdujące się na peryferiach naszych społeczeństw i jaźni, lecz o takie, których rola jest absolutnie decydująca, wyznaczają one bowiem naszą istotę: co jemy i pijemy, co wytwarzamy i jakie usuwamy odpady, kiedy decydujemy się na wydanie potomstwa i w jaki sposób się starzejemy."
Po raz pierwszy o wydaniu tej książki przeczytałam tutaj

***
I nadal o zdrowiu, bo jak to w życiu bywa :)
"Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz."
Jan Kochanowski


Przeczytałam i przemyślałam :)

wtorek, 22 stycznia 2019

piątek, 7 grudnia 2018

Mam śnieg:)

Taki śnieg spadł dzisiaj w nocy. Jest to chwilowy śnieg :)



Na życzenie syna upiekłam na obiad kurczaka w cebuli, jabłkach i kiszonej kapuście.


Książkowo przeczytałam "Inne światy" - zbiór opowiadań (lepszych i gorszych) inspirowany  niezwykłymi pracami Jakuba Różalskiego. Prac Różalskiego zamieszczano dużo i choćby dla nich warto zapoznać się z tą książką.


A wczoraj skończyłam czytać powieść szwedzkiej pisarki i poetki. Warto, polecam bardzo:)


I na koniec coś, na co czekamy całą rodziną:) Oczywiście chodzi o Grę o tron:):)
Na dalsze powieści już nie czekamy, bo ile można:(


wtorek, 30 października 2018

Taaaki zachód i reszta dnia.



 Zaszalałam i nabyłam książkę, i pięć chryzantem. Czytam teraz i  popatruję na moje ulubione kwiaty.


 Loki na pokojach:):)

 Loki na wygnanku:)

Placki dyniowe z sosem czosnkowym.

środa, 24 października 2018

Powiewa.







To już ostatnie pomidorki. Nastała pogoda prawdziwie jesienna. To jest już czas kotów, koców i gorących herbat. Bez ciepłych rękawic i serdaka nie jestem w stanie pracować na dworze. Wieczorami znowu mam dużo czasu na czytanie. Tylko czemu ciągnie mnie do książek, które są mi dobrze znane? Ostatnio po raz któryś przeczytałam "Dziewięciu książąt Amberu" Zelaznego i "Dobry omen" Gaimana i Pratchetta. Wygląda na to, że "stare przyzwyczajenia mają długie życie".
Czekam i czekam:)


środa, 2 maja 2018

Łatwo nie jest:(

Czekam i czekam na deszcz. Sianie ogrodu w takich warunkach jest wielkim wyzwaniem. Ogarnia mnie coraz większe zniechęcenie i ogromne zmęczenie.



 Rośnie tylko to, co da się okryć i podlewać.



 No pociechę kwitną bzy i jabłonie. Słowiki i żaby drą się jak opętane. Świat przepełniony słońcem, dźwiękiem i zapachem. 








***
Z myślą o odpoczynku i sprawach ostatecznych w ostatni poniedziałek odwiedziłam miasto wojewódzkie. Jest nadzieja, że sprawy bardzo ostateczne będą załatwione pozytywnie:)
Przy okazji pobytu w wielkim mieście byłam w kinie (na Avengers: Wojna bez granic), na lodach i w księgarni.
Film bardzo dobry, lody smaczne a wiersze Julii Hartwig piękne.




piątek, 16 lutego 2018

Kupiłam:)

 " Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu" Małgorzaty Południak.


Przeczytałam. Czytam ponownie.
Bardzo szkoda, że wiersze nie zostały wzbogacone rysunkiem, grafiką. Może następne wydanie będzie o ten element wzbogacone:)
Ośmieliłam się dodać  dwa wiersze, które bardzo mi się podobają. Jeśli jednak autorka tego tomiku nie wyraża zgody, usunę je niezwłocznie.





niedziela, 11 lutego 2018

Przeczytane.


***
"Twarzą na wschód" - dobrze że nie moja, bo jak dla mnie niewarta takiej ceny ani cennego czasu na czytanie. Oczywiście jest to moja jak najbardziej subiektywna ocena i dla kogoś innego pozycja może być bezcenna:)
***
Trylogia Kruczy Cień - przeczytałam tom 1 i 2 (liczę, że w marcu dostanę 3). Dobre fantasy. Czyta się szybko i przyjemnie, aczkolwiek uwikłanie bohaterów w politykę i wiarę sprawia, że jest to dosyć gorzka lektura.

***
"BBPO" - Piękny rysunek i znakomity scenariusz.
 Dobrze, że zdążyłam odkryć piękno świata komiksów i mogę cieszyć się nim do woli:). To piękne, że świat ma nam tak dużo do zaoferowania:)




***
Jan Jakub Kolski "Las, czwarta rano" - Historia o utracie i towarzyszących jej emocjach. Osobiście wolę Kolskiego w filmach.



"Jan Jakub Kolski: Po śmierci Zuzi, mojej córki, napisałem książkę „Las, 4 rano”, historię o takim królu życia, który rzuca korporację i wszelkie miejskie przyjemności i zamieszkuje sam w lesie. Ogranicza swoją egzystencję do najprostszych czynności i potrzeb. Kiedy trafia do niego 14-letnia dziewczynka, jego życie się zmienia, powstaje jakieś napięcie. Odkrywany, że powodem dla którego ten mężczyzna mieszka w lesie jest śmierć córki. Film oparty jest na motywach z książki i to jest rzecz również o mnie." wywiad

***
Atharwaweda: Hymny wybrane - niezwykłe







***

"Pani z Shalott" Alfred Tennyson

Z obu stron rzeki żyzna ziemia,
Tutaj łan żyta, tam jęczmienia
Nieba na horyzoncie sięga,
A pośród pól  gościńca wstęga
Wiedzie do Camelot.
Liczni wędrowcy i przechodnie
Podziwiać mogą lilie wodne,
Kwitnące wokół wyspy cichej,
Zwanej przez lud - Shalott.

Bieleje wierzba, drży osika,
Wieczornej bryzy dreszcz przenika
Wyspę, co pośród toni rzecznej
Omywa fala, dążąc wiecznie
Pod miasto Camelot.
Czworobok murów, cztery wieże
Patrzą na kwietny ten kobierzec,
Ale najpiękniej wyspę zdobi
Ona - Pani z Shalott. 

Gdzie wierzb woal ponad brzegiem,
Konie wloką tam szeregiem
Ciężkie barki; nieco dalej
Łódź żaglowa pruje fale
W drodze do Camelot.
Czy-li znak komu dawała?
Czy przy oknie kiedy stała? 
Czy zna ją lud w okolicy -
Panią z wyspy Shalott?

Tylko żeńcy wczesną porą,
Nim brodaty jęczmień zbiorą,
Słyszą pieśń, co echem dzwoni
Od przejrzystej rzecznej toni
Hen, po wieże Camelot.
Pod księżyca sierpem złotym
Żniwiarz słabnie, spływa potem
I szepcze, stawiając snopy: 
To nimfa! Pani z Shalott!



II

Na zamku dniami i nocami
Magiczną snuje tkań barwami;
Zna wieść, że klątwa nad nią wisi,
Gdy się ośmieli oczy sycić
Widokiem Camelot.
Lecz jaka klątwa? Kto ją rzucił?
Nie wie i wcale się nie smuci,
Tylko tka pilnie na swych krosnach
Pani z wyspy Shalott.

Przez cały czas ma tuż przed sobą
Zwierciadło z taflą kryształową.
Cienie w nim widać spoza rzeki,
Kędy gościniec niedaleki
Zmierza ku Camelot.
Na dole fala w wiry wpada,
Górą parobków zaś gromada,
Dziewki w czerwonych chustkach goniąc,
Biegnie obok Shalott.

To ślicznych panien widać wianek,
To mnich w pogodny drepce ranek
Albo pastuszek kędzierzawy
Czy paź w szkarłatach krokiem żwawym
Śpieszy ku Camelot.
Czasem przez gładką taflę bieży
Na rączych koniach dwóch rycerzy,
Lecz żaden rycerz za swą damę
Nie obrał pani z Shalott

W magicznej tkani nićmi snuje
To, co się w lustrze ukazuje;
Bywa, cichymi tam nocami
Kondukt z muzyką, pod piórami,
Ciągnie do Camelot.
Lub nocą, kiedy księżyc wschodzi,
Przechodzą oblubieńcy młodzi.
O, jakże zbrzydły mi te cienie!
Wzdycha pani z Shalott.

III

O rzut oszczepem od jej wyspy,
Gdzie jęczmień chyli się złocisty,
W słońcu świecącym poprzez liście,
Nagolenniki lśnią ogniście -
To jedzie Lancelot!
Wzór rycerskich cnót przed damą
Zgina wieczyście kolano
Na tarczy, która wśród zboża
Błyska przy wyspie Shalott.

Na uździe drogie lśnią kamyki,
Jak gwiazdy złotej galaktyki,
Co ukazują się nocami, 
I dźwięczy uprząż dzwoneczkami
W drodze do Camelot.
U boku, na ozdobnym pasku 
Trąbka się nurza w srebrnym blasku,
Stalowej zbroi chrzęst się wdziera
W ciszę wyspy Shalott.

Pod lazurowym niebem w górze
Błyszczą klejnoty w siodła skórze,
Hełm z pióropuszem w słońcu płonie,
Urasta w wielki, jasny płomień, 
W pędzie do Camelot.
Tak, gdy fioletem noc nabrzmiewa,
Spod gwiaździstego często nieba
Meteor ciągnie światła smugę
Tuż nad cichym Shalott.

Wysokie czoło bielą błyska,
Ziemia spod kopyt końskich pryska,
Spod hełmu kruczoczarny lok
Zwiewa mu wiatr, gdy pędzi w skok
Drogą do Camelot.
Nad rzeką jechał, kiedy nagle
Pani ujrzała go w zwierciadle.
Tiralla li  radośnie śpiewał
Mężny sir Lancelot.

A ona tkań przestaje pleść,
Do okna kroków robi sześć; 
Widzi u brzegu lilie białe,
Hełm z pióropuszem, konia w cwale
Patrzy ku Camelot!
Tkań z okna wnet szybuje w dół,
Zwierciadło z trzaskiem pęka w pół,
Klątwa, ach, klątwa na mnie już!?
Woła pani z Shalott.

IV

Zły, wschodni wicher sztormy miecie,
Wyblakły żółte barwy w lesie,
Burzy się, huczy nurt szeroki
Gdy deszczu z niskich chmur potoki
Zlewają Camelot.
A ona ku przystani pędzi,
Pod wierzbą łódkę na uwięzi
Znajduje i na dziobie pisze
Te słowa: Pani z Shalott.

Przez bezmiar wód nieujarzmiony -
Jak prorok w transie nawiedzony, 
Co z losu godzi się wyrokiem -
Patrzy uparcie szklistym wzrokiem,
Patrzy ku Camelot.
U schyłku dnia, gdy zmierzch zapada,
Na dnie swej łodzi się układa,
Odczepia łańcuch... Już w dal mroczną
Prąd znosi panią z Shalott.

Biała ją szata przyodziewa,
Z burt obu wietrzyk fałdy zwiewa,
I liście cicho nań padają,
I szepty nocy ją żegnają;
Płynie do Camelot.
Gdy łódź przebija się przez fale
Wśród pól, pagórków, byle dalej,
Pieśń się rozlega - już ostatnia -
Pani z wyspy Shalott.

Solenny, silny głos żałobny
Długo na rzece brzmiał  samotny -
Aż krew przestała w żyłach krążyć 
I wzrok powoli jął się mącić,
Utkwiony w Camelot.
Unosi łódkę nurt spieniony;
Gdzie pierwsze Camelotu domy,
Z pieśnią na ustach tam skonała
Pani z wyspy Shalott.

Pod wieżą, wysokim krużgankiem,
Pod murem, oknami, pod gankiem,
Samotna postać na głębinie
Śmiertelnie blada cicho płynie,
Przez miasto Camelot.
Wylegli wszyscy na nabrzeże,
Pospólstwo, damy i rycerze,
Napis na dziobie oglądają
I szepczą: Pani z Shalott?...

Kim była? Skąd się tutaj wzięła?
W pałacu trwoga wszystkich zdjęła,
Ucichły śmiechy i rozmowy,
Krzyż kreślą, pochylają głowy
Rycerze w Camelot.
Lancelot naprzód się wysunął. 
Śliczne ma lica ? rzekł z zadumą. - 
Dobry Bóg przyjął do Swej chwały
Panią z wyspy Shalott.
(przełożyła Anna Bańkowska)


Tutaj w pięknym wykonaniu po polsku

***
Apteka  Braci  Bonifratrów.   Porady  medyczne  i  ziołolecznicze
Miałam większe oczekiwania co do jej zawartości. W sumie nie warto.