Rehabilitacja, która nie przynosi takich efektów, na jakie liczyłam, a czas kradnie, badania, które nadal są złe, wnuki, które rosną i cieszą, ogród, który zarasta chwastami, pomidory, których urodzaj mnie przetłacza. Nadmiar wszystkiego. Cieszę się, że sierpień idzie ku końcowi.
Takich dorodnych astrów jeszcze nie miałam nigdy. Gdzieś tam między nimi rośnie marchewka i pietruszka, a przynajmniej mam taką nadzieję, że rośnie:)
































