Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieszczad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieszczad. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 21 października 2024

wtorek, 10 października 2023

Bieszczady.

 Bieszczady powitały nas deszczem, a pożegnały śniegiem. Jak zawsze w górach czas płynie zupełnie inaczej niż na nizinach, co jest wynikiem wpływu  grawitacji na szybkość upływu czasu:)

Szlakiem na Jeziorka Duszatyńskie i Chryszczatą

Parę lat temu szłam tym szlakiem z kuzynką. Szłyśmy aż do Cisnej, dźwigając na plecach bardzo ciężkie plecaki. Z tamtego czasu najlepiej pamiętam zmęczenie:) Ten marsz z lekkim plecaczkiem, pomimo iż początkowo w deszczu był samą przyjemnością, tym bardziej że po południu wyjrzało słoneczko:)











Zachwyt najprawdziwszy:)


Odrobina jesieni, bo niestety kolory w Bieszczadach będą dopiero za kilka dni:(


Odrobina wiosny.


Jeziorka Duszatyńskie dla ciekawskich:)


Komańcza, z której wiedzie ten szlak, kojarzy mi się z bardzo ulewnym deszczem, który padał nieprzerwanie cały dzień i wątróbką drobiową zakupioną w pobliskim sklepie, którą smażyłam w puściutkiej kwaterze, dla siebie i córki. O tamtej pory bardzo deszczowe dni nazywamy czasem wątróbkowymi :) Wtedy Komańcza była dla nas bazą wypadową w stronę Beskidów.
Cerkiew w Komańczy dla ciekawskich:)





Z Mucznego na Bukowe Berdo i ten szlak przedreptałam już kilkakrotnie. W różnych porach roku i przy różnej pogodzie. Od mojego ostatniego wędrowania szlak uległ wielu zmianom. Poprawiło się oznakowanie i w wielu miejscach przycupnęły ławeczki, co dla ludzi nieśpiesznych jest bardzo miłe:) Ja po prawdzie częściej wchodziłam na Bukowe szlakiem niebieskim z Pszczelin, ale tym razem poganiał na czas i wybrałam ten krótszy i łatwiejszy, czyli żółty. W dole pogoda była tak sobie i w zasadzie nic nie zapowiadało tego, co na szczytach. A na szczytach hulał wicher i sypał śnieg. Każdy krok pod wiatr wymagał dużego wysiłku i choć szłam tamtędy w jeszcze gorszych warunkach i to aż Ustrzyk, tym razem po pewnym czasie zawróciliśmy w stronę Mucznego i stojącego tak auta. Pozwoliłam sobie jedynie na parę minut sam na sam z wiatrem:)






Śnieżyca:)






Powrót do domu do miłych nie należał, ale to już przeszłość, bo wszak wszystko mija i to, co dobre i to, co złe i my sami:)
Po przyjeździe już całkiem ciemną nocą poszliśmy z latarką zerwać ostatnie papryki (kosz), bo jednak minus trzy to dla niej za wiele:) Dzisiaj też szykuje się całkiem spory przymrozek, po którym zacznie się szaleństwo kolorów w naszych lasach:)

niedziela, 10 października 2021

A jednak:)

Prawie 90 kilometrów przedreptanych po Bieszczadach. Wszystkie dni z piękną pogodą i niewielką ilością turystów. Na szlakach mniej uczęszczanych prawie nikogo. Pięć dni szczęścia:)







Dawno nie widziałam tak pięknie i tak wcześnie przebarwiających się bieszczadzkich lasów.
Zdjęcia zostały wykonane bez użycia (jak zawsze) "polepszaczy". Tylko słońce i jesień:).



































Wracaliśmy przez Arłamów, gdzie nadal walczą o utworzenie parku.
(Zdjęcie ze strony Dzikie Karpaty)

Widoki z drogi powrotnej.