Muszę odtruć nieco swój organizm po antybiotyku i niezliczonej ilości tabletek przeciwbólowych. Cel szczytny, ale pokus wiele:) Takie maleńkie dwa tygodnie diety Dąbrowskiej proszę.
***
Na dworze pogoda prawie listopadowa. Zimno, deszczowo i ponuro. Suszę grzyby i bazylię. Dzisiaj im nawet w piecu rozpaliłam:)
A w ogrodzie mokną kwiaty, warzywa i kury.
Uprawa współrzędna. Na jednej grządce posiałam marchew z cebulą. Mrówki posiały się same:)
Nie jest to dobry rok na fasolę. Dużo strąków zgniło, ale przecież nie może być każdy rok być urodzajny. Równowaga musi być:)
Kwokę z maleństwami musiałam zamknąć pomimo ich wielkich protestów. Kury to nie kaczki i nadmiar wilgoci zawsze im może zaszkodzić.
Wtedy jeszcze było lato.
Bardzo lubię jednoroczne (z siewu) dalie.
Wiecznie zdziwione dziwaczki zakwitają o zmierzchu. Są wielką radością dla nocnych motyli.
Wonnica piżmówka przyłapana na polanie wierzbowym. Wierzby są żywicielkami larw tego owada. Piękna z niej przedstawicielka kózkowatych.
Szkarłatka jagodowa na osiedlu pod balkonem. Zdjęcia udostępnione przez siostrę numer dwa:)
Należy pamiętać, że cała roślina jest trująca i naleweczki z niej nie robić:)



















































