Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BN. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BN. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 23 grudnia 2025

I znowu Święta jak co roku:)


Wszystkim odwiedzającym życzę dobrych Świątecznych dni:)


***
 Dostałam piękny prezent. Taki prezent odnawialny, który będzie ze mną zawsze:). Dostałam wiersz napisany dla mnie przez Małgorzatę Południak.  Taki prezent jest bezcenny:) Dziękuję bardzo.

 Dla Ciebie M.

Gdy wszystko już ucichło

Matka układa kwiaty w martwej doniczce,

przypina kokardę do słońca, które nie wschodzi.

Mówię: mamo, ono od dawna jest zepsute,

a ona, jak zawsze, poprawia moje błędy:

to nie słońce, tylko obłok, dziurawy, ale nasz.


Sąsiad z naprzeciwka

rozlewa czerwone wino na wydeptany śnieg,

mówi, że po tamtej stronie ulicy zawsze był raj,

ale nigdy go nie zauważyliśmy.

W jego dłoniach jabłka z zeszłego roku

przemieniają się w złoto.

„Nie trzeba być żywym, by rozumieć ogień” – dodaje.


W pokoju stoją książki, których nikt nie otworzy,

a jednak zapisuję marginesy – dla siebie,

dla nikogo, dla martwych owadów.

Tylko one wiedzą, jak smakuje pustka.


Przychodzą ptaki.

Ich skrzydła pachną czarnym chlebem

i zimą, która wciąż nie przyszła.

Gdzieś daleko padają pierwsze słowa:

witajcie, jesteście, czujecie.

Ktoś zamyka okno,

a my zbieramy ślady po obecności,

jakbyśmy szukali drogi w labiryncie –

nie ma wyjścia.


Pod koniec wieczoru

matka rozwiesza firanki,

cieknie po nich śnieg, który psy już zjadły.

„Jesteśmy bezpieczni” – mówi,

a ja po raz pierwszy jej wierzę.

***

I jak nakazuje moja tradycja, zamieszczam opowiadanie, które odnalazłam kiedyś w sieci. Opowiadanie to jest mi bardzo bliskie i wdzięczna jestem za nie autorowi.

No i stało się. Dzisiaj w nocy przyszły do mnie psy i zjadły cały ten świąteczny śnieg :(

"Święta bez śniegu. Najgorzej. Głodne psy atakują już nawet chmury. Zjedzą ten śnieg, cały śnieg na świecie.

Przez noc psy zjadły z gór cały śnieg. Zbocza są puste a psy najedzone. A ja jestem martwy. Tak bardzo i od dawna martwy. Psy jadły śnieg całą noc, wielką watahą przeczesując zbocza. Musiały być bardzo głodne. Wszyscy już dawno jesteśmy martwi. Moja martwa matka nakrywa stół obrusem. Wysypuje ciasteczka do miski. Z braćmi wybieramy nasze ulubione. Jest czarny ul na spirytusie i orzechowy półksiężyc i ciasteczko z rodzynkiem. Otwieramy wino bez wiedzy rodziców. Zamknięci w piwnicy rozlewamy je do słoików. Alkohol jest zimny, ale rozgrzewa. Kroki na schodach. To idzie babcia. Bardzo martwa. Uciekamy.

Ciocia zaprasza na obiad. Będą placki pieczone na blasze ze śmietaną lub mięsem. Wujek nalewa piwa do szklanek. Mama jest oburzona – nie wolno dawać dzieciom alkoholu! Mamo, przecież już dawno skończyliśmy studia. I wszyscy jesteśmy martwi. Ale nie mówię tego. Byłoby jej smutno. Według niej wszyscy są żywi i nie wolno pić piwa.

Żeby być jeszcze bardziej martwy wyjeżdżam w góry. W domu moich rodziców leżą martwe muchy. Bo zrobiło się ciepło i muchy się urodziły, a potem znowu zimno i umarły. Kiedy robię jajecznicę, wydaje mi się, że widzę jedną żywą. Jest przyczepiona do firanki. Dotykam ją drugim końcem łyżki i mucha spada na podłogę. Jest ewidentnie nieżywa. Za to sporą część stanowią muchy na wyczerpaniu. Kiedy dotknę je łyżką, odlatują. Bardzo powoli. Jakby przeciskały się przez gęstą zupę.

W stanie śmierci wszystko traci znaczenie. Trudno się na czymś skupić. Można opowiadać historie ale tylko do martwych ludzi. Żywym wydaje się, że żyją. To cała różnica. Wymyślają historię swojego życia. Urodziłem się wtedy i tam. Mam takie wady i zalety. Po sobie następują ważne wydarzenia. Dużo rzeczy jest bardzo ważnych. Mają przekonania i ulubione kolory. Są za nie gotowi pozabijać. Jeśli tylko ktoś naruszy granicę ich ciała. Albo zepsuje historię. Nagle wszystko trafia szlag. Robią się czerwoni. Gdy byłem jeszcze żywy, też to przechodziłem. Nie lubiłem wielu osób. A potem wtłaczałem je do swojej historii. Nie lubię go, myślałem sobie. I tak stawał się bohaterem, którego nie lubię, a moja historia stawała się smutną historią.

Psy wychodzą z lasów. Burza schodzi z gór. Jasne niebo jest daleko daleko stąd. Wataha schodzi powoli, konsekwentnie wyjadając cały śnieg. Cały! Nie ma ani jednego białego miejsca, góra obżarta do ziemi. Ale jest gwiazdka i nie przejmujemy się tym ani trochę. Ciocia podaje kolejny placek. Najlepiej smakuje z palców. O tak – chwyta go w palce i zawija do środka mięso, a potem zanurza w tłuszczu i podkłada mi pod usta. Placek jest pyszny. Najlepszy na świecie. Jeszcze nie piję piwa, bo jestem na to za mały. Czasami tylko jeden z wujów zanurza palec w wódce i daje mi do possania.

Musiałem mieć jakieś plany. Każdy ma jakieś plany. Na pewno widziałem historię, ale teraz jestem martwy i nic nie widzę. Wszystko okazuje się puste w środku. Puste psy schodzą po pustych zboczach. Pusta matka wykłada pusty obrus. Puste ciasteczka z nadzieniem. Ale nadzienie też jest puste. Mówię o tym mamie. O czym ty opowiadasz, dlaczego puste?Odpowiada. Na dowód przełamuje jedno z ciasteczek. Cały wszechświat się przełamuje! Cały wszechświat jest pusty! Widzisz – mówi – oto nadzienie. Nadzienie spływa jej po palcach. Puste nadzienie na pustych palcach!

Rada gminy ustala honorową straż przeciw psom. Mają się odbyć zawody w skokach narciarskich i nie dopuścimy, by wygłodniałe psy zaatakowały skocznię. Zgłaszam się na ochotnika. Rodzice uważają, że to bardzo szlachetne. Są ze mnie dumni. Wszystko puste! Wszystko puste! Psom pomagają czerwone ptaki pod wodzą mysikrólika. O tym jeszcze nie wiemy i nie jesteśmy przygotowani na wielką bitwę. To będzie nasz koniec.

Chodzę po domu w górach. Miejsce mojej śmierci, mój grób. Wszystko tak, jak zostawiłem. Gorąca herbata i martwe muchy. Mam kilka niedokończonych opowiadań. Muszę je napisać. Biegam z miejsca na miejsce. Za oknem wybucha pożar, który trawi cały wszechświat. Jestem tu bezpieczny, jestem tu bezpieczny. Pożar wszechświata to dobra historia do opisania. Czynię pożar swoją historią. Oto pożar, który przeżyłem.

Pod choinką leżą już prezenty. Są ładnie zapakowane. W świąteczny papier i złote wstążki. Otwieramy biblię i czytamy. Według mojej mamy  to znak, że wszyscy jesteśmy żywi. Płynie w nas ciepła krew. Kiedyś dostaniemy nadciśnienie i umrzemy. Ale należy się cieszyć chwilą obecną. Rozpakowujemy prezenty. Helikopter na sznurku – zawieszamy go na suficie. Lata w kółko. Można się nim bawić pół godziny dziennie. Potem padają baterie.

Święta bez śniegu. Najgorzej. Głodne psy atakują już nawet chmury. Zjedzą ten śnieg, cały śnieg na świecie. W Kalifornii ogłoszono stan alarmowy (wiem z internetu). Siedzę przy komputerze i szukam rozwiązań. Tak sobie przypominam. Mieliśmy kiedyś sukę. Oszalała i nie wróciła. Kiedy zostawiliśmy ją u sąsiada, ze smutku trzy dni biegała po górach. W końcu zastrzelił ją wujek myśliwy. Kilka lat później umarł na serce. Wtedy zdał sobie sprawę, że zawsze był martwy. Teraz opiekuje się naszą suką.

Trzeba ustalić plan. Myśliwi mają wąsy i strzelby. Są przygotowani. Ale nie wiedzą o tym, że psy umówiły się z ptakami i strzelby nie zdadzą się na nic. (Nie ma żadnych myśliwych, nie ma żadnych strzelb. Wszystko puste! Ale czytaj dalej. Za chwilę zaatakują nas psy zjadające śnieg i czerwone ptaki pod wodzą mysikrólika.)

Nadzienie ulało się na obrus. Co ja zrobię, pyta matka. Chcę jej powiedzieć – mamo, jesteś martwa. Nie przejmuj się obrusem. Wypierze się. Wszystko jest proste. Wkładasz obrus do pralki, sypiesz proszek, naciskasz guzik. Białe rzeczy. Chowamy je w obawie przed psami. Według specjalnego dekretu prezydenta wszyscy muszą chodzić na czarno do czasu rozwiązania problemu.

Na wigilię przychodzą goście. Jemy ciasteczka. Ktoś zaczyna: czy w niebie będziemy jedli? W niebie będziemy wszystko. Tak mówi ktoś inny. Owoce będą rosnąć dwanaście razy do roku. Umrzyjmy, umrzyjmy wszyscy. Chcę tak powiedzieć. Będziemy w niebie. Ktoś cytuje Biblię. Nikt mnie nie słucha. Ale chcę im powiedzieć jak będzie. Dawno umarłem i dawno już jestem w niebie. Siedzę z nimi przy stole. Jem ciasteczka i zlizuję karmel z palców. Nie chcę niczego więcej. Cały wszechświat je ciasteczka. Cały wszechświat oblizuje palce.

Psy zbliżają się do skoczni. Myśliwi strzelają bez rozkazu. Taka katastrofa! Zaraz zaczną się skoki. Zawodnicy rozgrzewają się. Co to będzie! Co to będzie! Strzelamy do psów. Zabiłem już dwa. Ale psy idą dalej, idą dalej na nas, wciąż głodne, chcą zjeść cały śnieg. Przylatują ptaki dowodzone przez mysikrólika. Istna awantura! Myśliwi strzelają na oślep, ptaszki dziobią ich w karki. Chodź ze mną, szepce mi do ucha ptaszek. Jest już martwy. Inaczej by do mnie nie mówił.

Unosi mnie za kołnierz i lecimy daleko daleko. Macham na pożegnanie znikającym obrazom. Kiedy psy zjedzą już cały śnieg, wtedy nadejdzie wiosna, mówię."

Znalezione w sieci opowiadanie Jana Cieślara.

środa, 25 grudnia 2024

Pod choinką fajnie jest:)








Przed wigilią sypnęło śniegiem i mieliśmy zimowy początek świąt, ale i tak dzisiaj po południu  przyszły psy z gór i zjadły cały ten śnieg.





Bosą stopą po śniegu:)
O poranku bywa niesamowite światło. 










czwartek, 19 grudnia 2024

Krok po kroku...

 Dla mnie te Święta żyją głównie we wspomnieniach. Pamiętam zapach wymienianego w siennikach siana, po których skakaliśmy z bratem, bielonych przez mamę, trzcinowym pędzlem ścian, pieczonego chleba i pierogów z makiem zwanych przez innych struclami. Długo potem pierwsze święta, na które jechałam do domu wraz z mężem i kilkumiesięczną córką. Podróż zatłoczonym autobusem z maluszkiem i torbami tetrowych pieluch do najłatwiejszych nie należała. Były też święta, o których chciałabym zapomnieć. Święta, na które cień rzucały choroby dzieci. Pierwsze święta po śmierci mamy i kolejne po śmierci ojca. Święta przeplatane radością i smutkami. Święta, w których tliła się jeszcze we mnie wiara i te pełne zwątpienia. Dużo tych świąt za mną i mam nadzieję, że sporo ich jeszcze przede mną. Uczę się teraz czerpać radość ze szczęścia i świątecznej radości innych.







Najpierw pieczenie i ozdabianie pierników, a później rysowanie samochodów:) Marzeniem wnuka jest dostać gazetę Auto Świat z 2001roku. Koniecznie ma być to katalog. Niestety gazeta do nie zdobycia, a szkoda.
Zespół, w którym śpiewa wnuczka.


I urocze i niewinne:)


I wspomnienia sprzed 30 lat :) znalezione na strychu. Prace córki i syna:)


Ta blondynka, to moja siostrzenica, która przez kilka lat spędzała święta z nami:) Rysował mój syn lat 5\6.



czwartek, 21 grudnia 2023

Przedświąteczne to i owo:)


Niech każdy świętujący te nadchodzące dni ma możliwość spędzić je, tak jak sobie wymarzył, po swojemu :)



Zdjęcie wykonała córka w trakcie dekoracji parapetu. Tego pięknego śniegu za oknem już nie ma. Pozostały jedynie marne resztki. Jest za to zapowiedź, że od soboty znowu będzie śnieżyć:) I jest sobota i śnieg pada. Psy w tym roku nie zeszły z gór i nie zjadły całego śniegu, jak to było ostatnimi laty:)

***

 Zaduszkowy sens Wigilii

Niezwykle ważnym, a współcześnie zapomnianym już sensem i pierwotnym znaczeniem dnia wigilijnego jest jego pochodzący z czasów pogańskich charakter zaduszkowy. Niezwykłość czasu wigilijnego oczekiwania polega również na tym, że umożliwia on kontakt ze światem zmarłych. Dlatego na wigilijną wieczerzę przygotowuje się potrawy z makiem i grzybami, które są pokarmem dla dusz ludzi zmarłych, dlatego też zostawia się wolne miejsce przy stole dla niespodziewanego gościa, a pierwotnie dla duszy odwiedzającej w tym dniu domostwo. Zwyczajowo pozostawiano również część potraw na noc, aby pożywiły się nimi duchy przodków. Także różne wróżby i wierzenia tego okresu nawiązują do sfery zaświatów. Jest to czas graniczny pomiędzy światem ładu i chaosu. W czasie świąt i poprzedzających je dni wokół obejścia przebywać mają istoty z innego świata, które na ten czas zbliżają się do człowieka.

Trochę symboli.

Ryba – jest symbolem chrześcijaństwa, chrześcijańskim znakiem tajemnicy, oznacza początek, życie, nieśmiertelność, zmartwychwstanie, obfitość, płodność. Jest zarazem źródłem siły, zdrowia i dostatku.

Czerwony barszcz – będące jego podstawowym składnikiem buraki zapewniają długowieczność i urodę, z kolei grzyby (uszka, pierożki, kasze, kapusta) zapewniają siły i zdrowie. Potrawy z kapusty pomagają osiągnąć dostatek, natomiast postna kapusta z grzybami daje siły i zdrowie.

Pszenica – oznacza bogactwo i pieniądze; mak – płodność i urodzaj; groch i fasola zapewniają miłość i dostatek, wpływają także korzystnie na płodność, poza tym, jeśli na stole znajdzie się groch, to nie będzie przez cały rok gradu; kasza gryczana oznacza bogactwo i dostatek, zapewnić ma też pieniądze w przyszłym roku. 

Orzechy – związane są z tajemnicą, pieniędzmi i płodnością. Mądrość i pieniądze zapewnia zjedzenie orzecha włoskiego, natomiast orzech laskowy jest źródłem intelektu i płodności, symbolem sprawiedliwości, pojednania, cierpliwości sił życiowych natury.

Ważnym elementem kolacji wigilijnej są również owoce, spożywane najczęściej w postaci kompotu. Symbolika owoców jest następująca: śliwki – odpędzają złe moce i zapewniają długowieczność; gruszki – oznaczają długie życie i szczęście, „przyciągają” pieniądze; jabłka – miłość, zdrowie, pokój, zgoda nieśmiertelność, wieczna młodość, odkupienie. Wieszanie jabłek ma choince symbolizowało płodność ziemi, a ich zapach odradzał siły fizyczne i sprzyjał zachowaniu długowieczności.

Opłatek maczany w miodzie i czosnku dawał słodycz i siłę na cały rok, chronił przed złymi mocami, natomiast jałowiec przyniesiony w dniu wigilijnym do domu chronił przed złodziejem i nieczystymi siłami.

I co dawniej jadano na Lubelszczyźnie w okresie adwentu.

W czasie adwentu jedzono pieczone ziemniaki, kiszoną kapustę, barszcz grzybowy, słoduchę, tzw. wodę makową. Dawniej w okolicach Dzwoli wierzono, że dobra smaczna słoducha udawała się tylko tym gospodyniom, które były kłótliwe, nerwowe, hałaśliwe lub znały jakieś do niej zamowy. Taka gospodyni była zapraszana w ciągu dnia do wielu domów, aby zrobić w nich potrawę. Gospodynie, którym słoducha nie wychodziła, czasem celowo wywoływały w domu kłótnie, wierząc, że to pomoże. Szerokie zastosowanie miał również gotowany susz – ugotowaną z niego polewkę jedzono z chlebem, kartoflami, kaszą reczaną. Dla dzieci często gotowano lub pieczono na piecu bób. Zamiast tłuszczu pochodzenia zwierzęcego stosowano olej konopny, który często przesmażano z cebulą z dodatkiem soli.

 źródło Etnografia Lubelszczyzny.

A to jest wielka zmiana w naszej rodzinie:):) Zachwyt i troska...

***

Pierwsza pisana wzmianka o ubieraniu choinki na Boże Narodzenie pochodzi z alzackich kronik z 1600 roku. Niemiecki malarz Lucas Cranach Starszy przedstawił choinkę na jednym z obrazów już w 1509 roku. Jednak zwyczaj ten upowszechnił się na terenie Niemiec dopiero w XVIII wieku, a w Europie i Ameryce Północnej choinka stała się bardziej znana po ślubie brytyjskiej królowej Wiktorii z niemieckim księciem Albertem Sachsen-Coburg-Gotha (1840), gdy „nastał okres mody na rzeczy niemieckie”.

Przed pojawieniem się stojącego drzewka wigilijnego, we Francji, Szwajcarii i Anglii w okresie Bożego Narodzenia wieszano pod sufitem małe drzewko iglaste, ozdobione owocami i kolorowym papierem, w Niemczech zaś małe ustrojone drzewka ustawiano w obejściach. Można sądzić, że choinka wyrosła z praktyk magii wegetacyjnej. Jest ona młoda w swej postaci jako drzewko stojące, ale odwieczna w treści wierzeniowej i symbolicznej. Takie założenie upoważnia do tego, aby stosowanie w obrzędach zielonych gałęzi traktować jako ogniwo łączące choinkę z zieloną rózgą, czczoną w praczasach na kontynencie europejskim i azjatyckim. W. Klinger wskazał starogrecką eiresionę jako źródło choinki. Eiresiona to gałązka laurowa lub oliwna, strojona w białe i czerwone wstęgi, owoce, pieczywo oraz naczynka z miodem i oliwą; to dożynkowe drzewko wnoszone podczas noworocznego święta Parupriów do domów i świątyń; to jedna z form zaklinania urodzaju i rozsiewania błogosławieństwa. Współczesna wigilijna jodełka ma zatem pogański rodowód.

Choinka w dzisiejszej postaci trafiła na ziemie Polski zaledwie przed dwustu laty. Zwyczaj ten przejęliśmy bezpośrednio od Niemców w latach 1795–1807. Pierwsze choinki ubierane były w domach ewangelickiego mieszczaństwa niemieckiego pochodzenia, którym w czasie zaborów zasiedlano polskie tereny. Początkowo zwyczaj strojenia drzewka na Gody przyjął się w polskim środowisku mieszczańskim i w bogatych dworach. Tam stanowiło powszechną dekorację wnętrza już w połowie XIX wieku – na Pomorzu, Warmii, Mazurach i Śląsku. We wsiach tego terenu choinka uchodziła za rozpowszechnioną bardzo wcześnie – na przełomie XIX i XX wieku. W miastach Polski centralnej, wschodniej i południowej choinka była często ubierana dopiero na początku XX wieku. Na wieś tego regionu trafiła po 1914 roku, a rozpowszechniła się po II wojnie światowej. Strojenie choinki jest więc zwyczajem młodym, lecz – co ciekawe – powszechnym dziś na całym obszarze Polski wśród wszystkich warstw społecznych. Dzieje tego zwyczaju odzwierciedlają mechanizmy kształtowania się polskiej kultury ludowej i narodowej, podlegającej wpływom sąsiednich nacji, grup wyznaniowych i społecznych.

Należy zaznaczyć, że polską choinkę poprzedził praktykowany od dawna słowiański zwyczaj dekorowania domów, w okresie przesilenia zimowego, zielonymi gałęziami. Stroik taki występował na Podhalu, Śląsku Cieszyńskim, Pogórzu, Ziemi Sądeckiej, Krakowskiej, w okolicach Rzeszowa i Jarosławia, Sandomierza i Lublina. Nosił nazwy: podłaźnik, połaźniczka, jutka, wiecha oraz – stosowane później także do choinki – sad, sadek, rajskie lub boże drzewko. Ludność wiejska przywiązywała do podłaźnika ogromne znaczenie, ponieważ chronił dom i jego mieszkańców od złych mocy i uroków. Podłaźniki zaczęło znikać z chat przed II wojną światową. (Etnografia Lubelszczyzny)

Podłaźniczka w Bramie Krakowskiej w Lublinie
lubelski.pl


I moja skromniutka z 2020 roku.


Jaka będzie w tym roku? Jeszcze nie wiem. Myślę...

piątek, 23 grudnia 2022

Życzenia.

 Wszystkim wszystkiego najlepszego, wierzącym szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia, a niewierzącym spokojnych i dobrych dni:)


Piosenka pod choinkę

Nie śpij, nie śpij, lepiej słuchaj
Jaka w polu zawierucha
Jaka noc za oknem długa
Dziwne stwory z mgły nam struga

Łąki na nas sianem płyną
Suchym zielem i tarniną
Góra w kłęby snu zwinięta
Kroków naszych nie pamięta

Nie śpij, w górze gdzieś latawce
Twardą z chmury mają ławkę
A głęboko na dnie studni
Ledwie zacznie się południe

Nie śpij, nie śpij, jeszcze wcześnie
Żal się w słowa wpił boleśnie
Drzewa w sprzętach szumią ciemne
Brzegi brzegom nadaremne

Nie śpij, nie śpij, jeszcze leśnych
Wyjdzie zwierząt sznur niewczesny
I podejdzie w domu progi
Kto je spotka, kto napoi

Nie śpij, jeszcze księżyc w sieni
Drzwi posrebrzy i odmieni
Przyjdą na nas sprawy słuszne
Choć dalekie, choć nieufne

Nie śpij, wiedzieć by mi trzeba
W jakiej stronie się podziewasz
Jak cię znaleźć, nim zadnieje
Jaką jechać snu koleją

Leszek Długosz

czwartek, 23 grudnia 2021

Nie ma z czego się cieszyć...


 Wszystkim wszystkiego dobrego i niech się w końcu to, co złe odmieni. 

***
Jasełka 2021 ... brakuje słów i tylko serce boli.


"Wśród nocnej ciszy". Jak cytuje olsztyńska "Gazeta Wyborcza", dzieci zaśpiewały: "Wśród nocnej ciszy, głos się rozchodzi. Wstańcie rodacy, Polska się rodzi. Wszelkie lęki porzucajcie, do szeregów pospieszajcie, gdzie ludu jest moc. Wspólnym ramieniem, zgodnym rytmem serc, wznieśmy Ojczyźnie dziś tysiące twierdz! Mózgiem, sercem i rąk siłą, odbudujemy Polskę miłą. Nasz. Ojczysty Dom. Wśród nocnej ciszy, w niebo płonące, modlitwy ludu biją gorące. Przyjm w ofierze, Dziecię Boże, Gdańsk i góry, Śląsk, Pomorze, cały Polski Kraj."





poniedziałek, 31 grudnia 2018

Było, było ...

Był śnieg i za parę godzin już go nie było.


Była choinka i...


... za kilka godzin już była upadłą choinką. Wszystko za sprawą koteczka :)


Wspólnymi siłami zjednoczonej rodziny zdołaliśmy ją postawić :)
Straty jednak były :(
Będzie już stała do lutego :)



 Było gwarno i tłoczno. Byli goście z Malty. Był malutki Franio. Było też cichutko i samotnie. Tradycyjnie pooglądałyśmy Hobbita i Władcę (wersje rozszerzone). Przeczytałam  też jeden z wielu prezentów.


Niestety jest nie mój, ale dobry syn dał matce pierwszeństwo :) Było dobrze.
Za kilka godzin ten rok będzie wspomnieniem. Był rokiem dobrym i był rokiem złym i takim będzie też następny.

niedziela, 16 grudnia 2018

Choinka 2018 z dzwoneczkami :)



Wczoraj wycięta z własnego "lasu", a dzisiaj już zatargana na pokoje. Pachnie i cieszy ogromnie :)


Takie ubranko ze starych zasłon jej uszyłam. W nim oprawienie kujucha i przeniesienie poszło szybciutko.

Za oknem ciągle sypie śniegiem, ale to jeszcze o niczym nie świadczy, bo nic bardziej zmiennego niż pogoda.

sobota, 15 grudnia 2018

Ogarniam chałupę:)

Ogarniam chałupę i zbieram siły na nadchodzący czas:)













Odrobina śniegu za oknem i niewielki mrozik. Da się żyć :)

***
Wieczór z amoniaczkami z "tysiącami" amoniaczków :):)


niedziela
Na całej połaci śnieg :)