Pochłodniało tak okropnie, że dzisiaj rozpaliłam w kuchni i puściłam ciepło w kaloryfery aby ogrzać zimne pokoje. Ma to swoje dobre strony, bo mogę w duchówce suszyć większe partie owoców.
Suszone morele domowym sposobem są znacznie smaczniejsze niż te kupowane w sklepie z etykietką "EKO".
Wiatr postrącał już prawie wszystkie morele z drzew i koniecznym się stało zrobienie jeszcze jednej partii konfitury morelowej.
W ogrodzie lato pomieszało się z jesienią. Kwitną malwy i czerwienieje jarzębina.
***
W sobotę spacerem po Lublinie przeszłam 15 kilometrów. Dobrze, że było chłodno i mogłam chodzić w wygodnych jesiennych butach.
***
Niedzielna rodzinna impreza, którą miałam przyjemność zrobić, wyglądała mniej więcej tak :)
Najpierw się napracowałam jak durna, bo sernik musi być, bo wafelki lubi szwagier, bo siostry dwie to tylko chlebek na sodzie, bo brat nie je nabiału, bo teściowa w piątek zachorowała i sprzątałam w nocy, bo po deszczu chwasty w ogródku i mus wyrwać, bo to i tamto :)
(A Kowch)
Potem było tak, czyli warto było :)
(A Kowch)