poniedziałek, 14 września 2020

Dobry czas:)

 Nastały piękne poranki i chłodne noce. Stał się taki dobry czas na spacery, suszenie owoców i podziwiania mgieł:)

Las i Bug w okolicach Zbereża.




Ta smutna rybka została w rzece:)











wtorek, 8 września 2020

Deszcz

 Przez dwa dni z rzędu nieustannie padał deszcz. Padał z wielkim  zaangażowaniem i znowu deszczowa woda pokryła kukurydziane pole sąsiada i nawodniła otaczające nas bagna. Byłam pełna obawy, że i znajdę ją w naszej piwnicy, ale na szczęście tak się tym razem nie stało. Miałabym wówczas dodatkową i do tego bardzo nielubianą pracę do wykonania. Cieszę się, że zdążyłam przed tymi opadami wykopać ziemniaki, zebrać całą fasolę i zwieść ostatnie siano. Szkoda mi tylko jesiennych malin. 

Piękne i doskonałe są ziarna fasoli. Nie umiem przestać się nimi zachwycać:)



Dzięki częściej padającym tego lata deszczom udało nam się zebrać trzy pokosy siana.
I ja i kot jesteśmy z tego powodu bardzo szczęśliwi:):)




piątek, 4 września 2020

Idzie ku jesieni:) Kartofle i wspomnienia.

Las pachnie już jesienią. Kwitną wrzosy, dojrzewa czeremcha i dzika róża. Zaczyna się dobry czas dla jesieniolubnych ludzi:)



Wykopkami moja jesień się zaczyna:)
Kartofelki w tym roku pięknie obrodziły:) Wystarczy ich do wiosny dla nas, dzieci i teściowej. Cieszy mnie to ogromnie, bo na targu są drogie, a i często nie najlepszej jakości. Dzisiaj wykopki zakończyłam. Nie była to lekka praca, ale dałam radę i to mnie ogromie cieszy, bo wszak lat przybywa, a sił ubywa. Na pierwszym zdjęciu moja mama (pierwsza od lewej z takim wielkim koszem) z sąsiadkami po zakończeniu wspólnej pracy przy zbieraniu ziemniaków. Ludzie kiedyś chodzili na tak zwany "odrobek" czyli wzajemnie sobie pomagali przy szczególnie ciężkich pracach.


A to już moje plony. Będziemy jeść kartofle we wszystkich kulinarnych wariantach:)




Ze zbiorem dyni jeszcze poczekam kilka dni. 



 Wtorkowy deszcz.



I bardzo głodne ślimaki:)


Zapowiedź pięknej i długiej jesieni:)







sobota, 29 sierpnia 2020

Bieszczadzkie wesele:)

 Miałam wielką przyjemność uczestniczyć w ślubie i w przyjęciu weselnym odbywającym się w Dwerniku. Żenił się mój chrześniak najmłodszy syn najstarszego brata. Niech im się dobrze wiedzie:)






Dla niektórych było to pierwsze spotkanie z Bieszczadami:)



Dla mie było to pierwsze spotkanie z bieszczadzkimi niedźwiedziami:)




 
Z tego mostu widziałam przechodzącą niedźwiedzicę z trzema młodymi. Niestety tak bardzo zostaliśmy zaskoczeni tym widokiem, że ani ja, ani bratanek nie zdążyliśmy zrobić zdjęcia.





niedziela, 16 sierpnia 2020

Cała jaskrawość









"stanąłem i patrzyłem na wschód, i mówię, że oczy o tej godzinie są po to, żeby patrzeć na słońce wstające. Bo to jest prawdziwa największa sława i jeszcze raz mówię, że ludzie o tej godzinie powinni wszyscy na progi swoich domów wychodzić, bo niewiele jest nam dane, niewiele jest nam dane. I przecież wiemy, wiemy, tę jedną rzecz najsławniejszą, że przecież kiedyś, gdzieś tam, kiedyś, gdzieś tam przecież, gdzieś tam umrzemy, zginiemy, w. ziemię nas zakopią, w piach, ciemności nas pokryją. 
Wieczne ciemności nas pokryją i nigdy już światło nas nie dotknie, nigdy już więcej nie odbije się w naszych oczach blask. Dlatego, przez tę pamięć, mówię, ludzie w porze świtania powinni na progi swoich domów wychodzić i przywitać dzień wstający, słońce wschodzące nad półkulą."
E. Stachura


niedziela, 2 sierpnia 2020

Za miodem i kaszą:)

Jak wszystkim wiadomo, jestem wielką wielbicielką miodów.. W obecnych oszukańczych czasach o dobry miód jest bardzo trudno. Trudno też jest mnie oszukać, bo cukrową podróbę umiem poznać. Mój ojciec prawie do końca swojego życia miał własną pasiekę. Pszczoły były jego niedzielnym odpoczynkiem:). Pozwalał im kąsać swoje spracowane i zniekształcone gośćcem stawowym ręce. Ja jak na złość mam duże uczulenie na pszczeli jad:(
Po miód, kaszę i oleje pojechaliśmy całkiem daleko, bo aż na podkarpackie. Wszystkie zakupione produkty są wysokiej jakości i bardzo przyzwoitej ceny:) Gospodarze sami tłoczą przeróżne oleje i uprawiają grykę na kaszę. Sami też mielą mąkę. Miód zaś pochodzi od ich zaprzyjaźnionego pszczelarza, który ma pasiekę w lesie, a w czasie kwitnienia gryki stawia ule na ich polu.




Wracając do domu, zboczyliśmy trochę z trasy i odwiedziliśmy Górecko Kościelne. Możliwe, że zaplanuję sobie tam jesienny odpoczynek. Jesienią trudno w tamtych okolicach spotkać ludzi (pomijając mieszkańców), a ja coraz bardziej potrzebuję miejsc bezludnych :)







       Skarpety turystyczne i atmosfera są niezbędne do wędrowania nie tylko po tejże galerii :):)



                                             A w domu sierpień wita nas jarzębiną:)