" Ziemia zamarzła głęboko i mróz zacisnął swoje żelazne dłonie na wodociągach i rurach kanalizacyjnych. Przewody grzewcze popękały i cokoły domów się pokruszyły. To tylko normalne odchylenie od przeciętnych temperatur, mówili meteorolodzy. Ale chodząc po lesie, Vaino widział, jak w objęciach mrozu łamią się drzewa. Ich kora darła się i nieosłonięte białe łyko tylko lśniło jak jelita w rozerwanym brzuchu. Kamienie pękały, całowane po gładkiej powierzchni przez zimno; zwierzęta umierały, kiedy mróz głaskał ich futro.(…) Ale kiedy wiosna powinna była nadejść , pojawiła się jedynie martwa kartka z kalendarza. Wypisane na czarno słowo nie wystarczył, by przegonić mróz. Ten zaś przyczepił się do ziemi, do obumarłych drzew i do skalnych szczelin swoimi długimi lodowatymi paznokciami. Kalendarz przywoływał słowo po słowie, coraz mocniej i goręcej, ale to nie pomagało. Aż wreszcie z tych słów zaczęło uchodzić ciepło i z kartki na kartkę stawały się coraz zimniejsze. Ich dysonans przemienił się w wyziębioną, zimową pieśń, po czym słaby głos przestał się wyróżniać spośród wietrznego chóru. Tego dnia, w którym Vaino pożegnał Aino, kalendarz zatrzymał się na zawsze."
Ten urywek tekstu pochodzi z opowiadania Juha-Pekka Koskinena "Zima" w przekładzie z fińskiego Doroty Kyntaja.
Dzisiaj nad ranem było -25, a przed nami noc z temperaturą do - 30. Potem już do wiosny krok:)

