don't blink

sobota, 17 lutego 2018

Bałwan 2018

Dzisiejszy dzień był niezwykle pracowity. Rozpoczęliśmy przecinanie sadu.
 Od pracy sekatorem bolą mnie nadgarstki :(


 Szczęśliwe kury pod szczęśliwym świerkiem :)


Rybak skrócił wielki świerk, który rośnie przy samym oknie kuchennym. Przez chwilę było bardzo niebezpiecznie, bo ścinany wierzchołek drzewa pochylił się w stronę linii wysokiego napięcia, ale Rybak jest sprytny i świetnie sobie poradził :)


Wieczorem przeszłam te swoje 4.5 kilometra i jeszcze miałam dosyć siły aby ulepić bałwana.
Jest to bałwan na miarę mojej osoby :), czyli bałwanek :):)






„Czarował mnie niewiedzą o tym
Co było we mnie tylko mną”

piątek, 16 lutego 2018

Kupiłam:)

 " Pierwsze wspomnienie wielkiego głodu" Małgorzaty Południak.


Przeczytałam. Czytam ponownie.
Bardzo szkoda, że wiersze nie zostały wzbogacone rysunkiem, grafiką. Może następne wydanie będzie o ten element wzbogacone:)
Ośmieliłam się dodać  dwa wiersze, które bardzo mi się podobają. Jeśli jednak autorka tego tomiku nie wyraża zgody, usunę je niezwłocznie.





środa, 14 lutego 2018

Łosie podgryzacze i reszta.

Łosie bardzo polubiły naszą  działkę, a w zasadzie nasze sosenki:)
Na szczęście nie są to wielkie szkody i po posmarowaniu maścią ogrodniczą sosenki będą rosły nadal.
Gdyby ktoś, tak jak ja nie zgadzał się na zabijanie tych pięknych zwierząt, może wziąć udział w tej akcji przyrodniczej.

Ostatnio postanowiłam wrócić do swoich dobrych (dla mnie dobrych) praktyk.
Godzina sportu, czyli połączenie ćwiczeń z rehabilitacji z ćwiczeniami jogistycznymi. Dodatkowo długi spacer (od 4 do 5 kilometrów) bez względu na pogodę za oknem. Dzisiejszy spacer był dwoma spacerami.
Poranny:)


Taki piękny śnieg dzisiaj przez cały dzień padał. Na tym zdjęciu jest trochę psa i trochę zimy:)

Zimowe piękno.
I spacer wieczorny.




Dom nadal wita nas światłem i dorodnym szczypiorem w oknie.
Nie zdejmę jeszcze zewnętrznych światełek, bo jest zima, śnieg i ... bardzo je lubimy:)





niedziela, 11 lutego 2018

Przeczytane.


***
"Twarzą na wschód" - dobrze że nie moja, bo jak dla mnie niewarta takiej ceny ani cennego czasu na czytanie. Oczywiście jest to moja jak najbardziej subiektywna ocena i dla kogoś innego pozycja może być bezcenna:)
***
Trylogia Kruczy Cień - przeczytałam tom 1 i 2 (liczę, że w marcu dostanę 3). Dobre fantasy. Czyta się szybko i przyjemnie, aczkolwiek uwikłanie bohaterów w politykę i wiarę sprawia, że jest to dosyć gorzka lektura.

***
"BBPO" - Piękny rysunek i znakomity scenariusz.
 Dobrze, że zdążyłam odkryć piękno świata komiksów i mogę cieszyć się nim do woli:). To piękne, że świat ma nam tak dużo do zaoferowania:)




***
Jan Jakub Kolski "Las, czwarta rano" - Historia o utracie i towarzyszących jej emocjach. Osobiście wolę Kolskiego w filmach.



"Jan Jakub Kolski: Po śmierci Zuzi, mojej córki, napisałem książkę „Las, 4 rano”, historię o takim królu życia, który rzuca korporację i wszelkie miejskie przyjemności i zamieszkuje sam w lesie. Ogranicza swoją egzystencję do najprostszych czynności i potrzeb. Kiedy trafia do niego 14-letnia dziewczynka, jego życie się zmienia, powstaje jakieś napięcie. Odkrywany, że powodem dla którego ten mężczyzna mieszka w lesie jest śmierć córki. Film oparty jest na motywach z książki i to jest rzecz również o mnie." wywiad

***
Atharwaweda: Hymny wybrane - niezwykłe







***

"Pani z Shalott" Alfred Tennyson

Z obu stron rzeki żyzna ziemia,
Tutaj łan żyta, tam jęczmienia
Nieba na horyzoncie sięga,
A pośród pól  gościńca wstęga
Wiedzie do Camelot.
Liczni wędrowcy i przechodnie
Podziwiać mogą lilie wodne,
Kwitnące wokół wyspy cichej,
Zwanej przez lud - Shalott.

Bieleje wierzba, drży osika,
Wieczornej bryzy dreszcz przenika
Wyspę, co pośród toni rzecznej
Omywa fala, dążąc wiecznie
Pod miasto Camelot.
Czworobok murów, cztery wieże
Patrzą na kwietny ten kobierzec,
Ale najpiękniej wyspę zdobi
Ona - Pani z Shalott. 

Gdzie wierzb woal ponad brzegiem,
Konie wloką tam szeregiem
Ciężkie barki; nieco dalej
Łódź żaglowa pruje fale
W drodze do Camelot.
Czy-li znak komu dawała?
Czy przy oknie kiedy stała? 
Czy zna ją lud w okolicy -
Panią z wyspy Shalott?

Tylko żeńcy wczesną porą,
Nim brodaty jęczmień zbiorą,
Słyszą pieśń, co echem dzwoni
Od przejrzystej rzecznej toni
Hen, po wieże Camelot.
Pod księżyca sierpem złotym
Żniwiarz słabnie, spływa potem
I szepcze, stawiając snopy: 
To nimfa! Pani z Shalott!



II

Na zamku dniami i nocami
Magiczną snuje tkań barwami;
Zna wieść, że klątwa nad nią wisi,
Gdy się ośmieli oczy sycić
Widokiem Camelot.
Lecz jaka klątwa? Kto ją rzucił?
Nie wie i wcale się nie smuci,
Tylko tka pilnie na swych krosnach
Pani z wyspy Shalott.

Przez cały czas ma tuż przed sobą
Zwierciadło z taflą kryształową.
Cienie w nim widać spoza rzeki,
Kędy gościniec niedaleki
Zmierza ku Camelot.
Na dole fala w wiry wpada,
Górą parobków zaś gromada,
Dziewki w czerwonych chustkach goniąc,
Biegnie obok Shalott.

To ślicznych panien widać wianek,
To mnich w pogodny drepce ranek
Albo pastuszek kędzierzawy
Czy paź w szkarłatach krokiem żwawym
Śpieszy ku Camelot.
Czasem przez gładką taflę bieży
Na rączych koniach dwóch rycerzy,
Lecz żaden rycerz za swą damę
Nie obrał pani z Shalott

W magicznej tkani nićmi snuje
To, co się w lustrze ukazuje;
Bywa, cichymi tam nocami
Kondukt z muzyką, pod piórami,
Ciągnie do Camelot.
Lub nocą, kiedy księżyc wschodzi,
Przechodzą oblubieńcy młodzi.
O, jakże zbrzydły mi te cienie!
Wzdycha pani z Shalott.

III

O rzut oszczepem od jej wyspy,
Gdzie jęczmień chyli się złocisty,
W słońcu świecącym poprzez liście,
Nagolenniki lśnią ogniście -
To jedzie Lancelot!
Wzór rycerskich cnót przed damą
Zgina wieczyście kolano
Na tarczy, która wśród zboża
Błyska przy wyspie Shalott.

Na uździe drogie lśnią kamyki,
Jak gwiazdy złotej galaktyki,
Co ukazują się nocami, 
I dźwięczy uprząż dzwoneczkami
W drodze do Camelot.
U boku, na ozdobnym pasku 
Trąbka się nurza w srebrnym blasku,
Stalowej zbroi chrzęst się wdziera
W ciszę wyspy Shalott.

Pod lazurowym niebem w górze
Błyszczą klejnoty w siodła skórze,
Hełm z pióropuszem w słońcu płonie,
Urasta w wielki, jasny płomień, 
W pędzie do Camelot.
Tak, gdy fioletem noc nabrzmiewa,
Spod gwiaździstego często nieba
Meteor ciągnie światła smugę
Tuż nad cichym Shalott.

Wysokie czoło bielą błyska,
Ziemia spod kopyt końskich pryska,
Spod hełmu kruczoczarny lok
Zwiewa mu wiatr, gdy pędzi w skok
Drogą do Camelot.
Nad rzeką jechał, kiedy nagle
Pani ujrzała go w zwierciadle.
Tiralla li  radośnie śpiewał
Mężny sir Lancelot.

A ona tkań przestaje pleść,
Do okna kroków robi sześć; 
Widzi u brzegu lilie białe,
Hełm z pióropuszem, konia w cwale
Patrzy ku Camelot!
Tkań z okna wnet szybuje w dół,
Zwierciadło z trzaskiem pęka w pół,
Klątwa, ach, klątwa na mnie już!?
Woła pani z Shalott.

IV

Zły, wschodni wicher sztormy miecie,
Wyblakły żółte barwy w lesie,
Burzy się, huczy nurt szeroki
Gdy deszczu z niskich chmur potoki
Zlewają Camelot.
A ona ku przystani pędzi,
Pod wierzbą łódkę na uwięzi
Znajduje i na dziobie pisze
Te słowa: Pani z Shalott.

Przez bezmiar wód nieujarzmiony -
Jak prorok w transie nawiedzony, 
Co z losu godzi się wyrokiem -
Patrzy uparcie szklistym wzrokiem,
Patrzy ku Camelot.
U schyłku dnia, gdy zmierzch zapada,
Na dnie swej łodzi się układa,
Odczepia łańcuch... Już w dal mroczną
Prąd znosi panią z Shalott.

Biała ją szata przyodziewa,
Z burt obu wietrzyk fałdy zwiewa,
I liście cicho nań padają,
I szepty nocy ją żegnają;
Płynie do Camelot.
Gdy łódź przebija się przez fale
Wśród pól, pagórków, byle dalej,
Pieśń się rozlega - już ostatnia -
Pani z wyspy Shalott.

Solenny, silny głos żałobny
Długo na rzece brzmiał  samotny -
Aż krew przestała w żyłach krążyć 
I wzrok powoli jął się mącić,
Utkwiony w Camelot.
Unosi łódkę nurt spieniony;
Gdzie pierwsze Camelotu domy,
Z pieśnią na ustach tam skonała
Pani z wyspy Shalott.

Pod wieżą, wysokim krużgankiem,
Pod murem, oknami, pod gankiem,
Samotna postać na głębinie
Śmiertelnie blada cicho płynie,
Przez miasto Camelot.
Wylegli wszyscy na nabrzeże,
Pospólstwo, damy i rycerze,
Napis na dziobie oglądają
I szepczą: Pani z Shalott?...

Kim była? Skąd się tutaj wzięła?
W pałacu trwoga wszystkich zdjęła,
Ucichły śmiechy i rozmowy,
Krzyż kreślą, pochylają głowy
Rycerze w Camelot.
Lancelot naprzód się wysunął. 
Śliczne ma lica ? rzekł z zadumą. - 
Dobry Bóg przyjął do Swej chwały
Panią z wyspy Shalott.
(przełożyła Anna Bańkowska)


Tutaj w pięknym wykonaniu po polsku

***
Apteka  Braci  Bonifratrów.   Porady  medyczne  i  ziołolecznicze
Miałam większe oczekiwania co do jej zawartości. W sumie nie warto.



piątek, 9 lutego 2018

Międzyistnienie.

„Setki imigrantów koczują w nielegalnym obozie nieopodal budynku Komisji Europejskiej, w samym sercu Brukseli – Stolicy Belgi. Unijni urzędnicy jadący do pracy zobaczą wreszcie na własne oczy problem, z jakim zmagają się miliony Europejczyków.”

http://wtemacie24.pl/index.php/2017/09/06/nielegalny-oboz-w-samym-sercu-brukseli-obok-komisji-europejskiej-wideo/

A z jakim to PROBLEMEM zmagają się te miliony Europejczyków? Jakie wino podać do obiadu i gdzie wyjechać na wakacje, a i jeszcze gdzie wywieść swoje śmiecie po uczcie?
Problemem naszym, tak mi się wydaje, jest brak zrozumienia i współczucia:(

Na dodatek Polska paranoja. Śmiać się czy płakać...
nie nazywa się kowalska